Likwidacja szkód z TU

Wypadki i stłuczki zdarzały się i zdarzać się będą. Między innymi dlatego mamy obowiązkowe ubezpieczenie OC, większość z nas chcąc się zabezpieczyć w pełni wykupuje dobrowolne ubezpieczenie AC. Tym sposobem mamy pełnię szczęścia i jesteśmy zabezpieczeni od wszelkich zagrożeń. Tak nam się wydaje aż do czasu pierwszej stłuczki, przy okazji której mamy okazję poznać naszego ubezpieczyciela tym razem z trochę innej strony.
Dzwonimy więc na infolinie zgłaszając szkodę, po kilku godzinach lub dniach w zależności od firmy ubezpieczeniowej i obłożenia pracą likwidatorów pojawia się u nas miły pan, aby ustalić koszt naprawy naszego samochodu – ogląda go, robi zdjęcia, pisze coś w komputerze. W efekcie dostajemy od niego kalkulację likwidacji szkody. Jeszcze tego samego dnia dzwoni do nas przemiła pani z infolinii z dwoma pytaniami: czy odwiedził nas likwidator i czy akceptujemy kwotę bezsporną szkody.

Załóżmy, że byliśmy uczestnikiem niegroźnej stłuczki – w dwuletniej Skodzie Octavii mamy pogięty przedni błotnik (to opis rzeczywistej szkody z marca 2012). Rozmawiając z przemiłą Panią mamy przed oczyma kosztorys sporządzony przez Pana likwidatora, który opiewa na kwotę 800 zł netto czyli 984 zł brutto, czyli prawie tysiąc złotych za pogięty błotnik !!! Oczywiście ochoczo akceptujemy kwotę, a już następnego dnia rano widzimy, że na nasze konto zasilił przelew z ubezpieczalni – takiego profesjonalizmu nie spodziewaliśmy się.
Co prawda chcieliśmy trochę oszczędzić, ale w końcu to dopiero dwuletnie auto, więc jedziemy do autoryzowanego dealera, u którego okazuje się, że:

  1. Błotnik nie nadaje się do naprawy – trzeba go po prostu wymienić
  2. Aby wymienić błotnik należy zdemontować zderzak i lampę zespoloną
  3. Aby nowy błotnik nie odróżniał się odcieniem od reszty samochodu należy również polakierować (fachowo nazywa się to cieniowaniem) przednie drzwi
  4. Naprawa potrwa od dwóch do trzech tygodni, co może się przedłużyć przy problemach z ubezpieczycielem

Wreszcie dostajemy ostateczną wycenę, która opiewa na 2068,02 zł + VAT czyli 2543,66 zł brutto.

Zniesmaczeni zdzierstwem autoryzowanego serwisu jedziemy do serwisu niezależnego. Niestety, ku naszej rozpaczy potwierdza on wersję dealera, ale tutaj naprawa zajmie do dwóch dni, dostajemy też wycenę opiewającą na 2.056,58 zł brutto, która zawiera również wykorzystanie oryginalnego błotnika. Jest już o 500 zł lepiej, ale i tak znacznie powyżej 984 zł, które już czekają na naszym koncie.
Jak to możliwe, że likwidator tak się pomylił? Co mam zrobić, skoro dostałem już odszkodowanie? Kto mnie oszukał? Czy w ogóle ubezpieczenie ma sens?
Właśnie takie pytania rodzą się w naszej głowie. Odpowiadam: likwidator się nie pomylił, trzeba doczytać artykuł do końca , nikt nie oszukał, tak ubezpieczenie ma sens.

A teraz bardziej szczegółowo:
Zarówno likwidator, dealer oraz serwis niezależny korzystają z tego samego programu, który nazywa się Eurotax. Różnice tkwią jednak w pewnych istotnych szczegółach – likwidator jedynie wstępnie szacuje koszty na podstawie parametrów, które mogą odbiegać od rzeczywistości i są zupełnie uznaniowe dla każdego z ubezpieczycieli, natomiast serwisy liczą koszty rzeczywiste. Z naszego doświadczenia wynika, że najczęściej różnice tkwią w następujących pozycjach:

  • Koszt roboczogodziny serwisu: ubezpieczyciel zakłada najczęściej 50 zł, tymczasem dobry serwis niezależny bierze ok. 100 zł, natomiast serwis dealerski od 150 zł do 250 zł w zależności od marki. Tym samym wstępna wycena to w najlepszym przypadku 50% rzeczywistych kosztów robocizny.
  • Indeks na materiały lakiernicze: każdy ubezpieczyciel zakłada 50%, czyli zużycie jedynie połowy wymaganej normą ilości lakieru  tymczasem fizycznie raczej nie da się polakierować elementu połową wymaganego lakieru !!!
  • optymalizacja części zamiennych” – napisana w cudzysłowie, ponieważ polega to po prostu na obcięciu 50% wartości części użytych do naprawy z tytuły amortyzacji. Zapewniam, że nie da się legalnie kupić części za połowę jej ceny. W naszym przypadku, gdyby likwidator zakwalifikował błotnik od razu do wymiany, w kosztorysie wpisałby cenę 256,38 zł netto, zamiast 512,76 (tyle kosztuje oryginalny błotnik. Można też i lepiej, np. oryginalna maska do Audi Q7 kosztuje 3.121,95 zł netto – za połowę tej kwoty możemy jedynie poszukać „lekko używanej”.
  • Uszkodzenia nie ujęte w kosztorysie likwidatora. Pamiętajmy, że niektóre uszkodzenia są widoczne dopiero po wstępnym demontażu, którego oczywiście likwidator nie przeprowadzi na parkingu. Wtedy w warsztacie odbywają się drugie oględziny likwidatora i modyfikuje on swoją wycenę.

Jeśli chodzi o tzw. „kwotę bezsporną”, którą dostaliśmy na konto, to nie jest ona w żadnym przypadku zakończeniem procesu likwidacji szkody przez ubezpieczyciela. Są to pieniądze, które ubezpieczyciel wypłaca bez konieczności udokumentowania naprawy. Czasem na wycenach pojawia się drobnym drukiem informacja, że ostateczna kwota odszkodowania zostanie ustalona na podstawie faktury z zakładu, który naprawiał samochód. W przypadku naszej Octavii klient przelał kwotę bezsporną na nasze konto i poinformował ubezpieczyciela, że nasza firma będzie dokonywała naprawy i to do nas należy przelać dodatkową kwotę odszkodowania.  Na tym jego udział w likwidacji szkody zakończył się.

Jest to tzw. naprawa bezgotówkowa – klient dokonuje cesji na zakład naprawczy i to on właśnie jest od tej pory stroną przy negocjacjach z ubezpieczycielem. Mamy tu dodatkowy plus przy dyskusjach w sprawie uszkodzeń nie ujętych w kosztorysie likwidatora. Musimy mieć świadomość, że o ile każdy zna się na samochodach, to nie każdy ma wiedzę o technologiach napraw  porównywalną z fachowcami zatrudnianymi przez ubezpieczycieli. Lepiej powierzyć to innym fachowcom zatrudnianym przez zakłady naprawcze. Zalety wykonania naprawy bezgotówkowej są dla klienta oczywiste – po prostu odbiera sprawny samochód naprawiony zgodnie z zasadami sztuki, bez konieczności zagłębiania się w zawiłości techniczne i bez ryzyka ponoszenia dodatkowych kosztów.

Oczywiście nikt nie chce nikogo oszukiwać, ale nie zawsze wszyscy dokładnie objaśniają wszelkie prawne i techniczne zawiłości. Musimy mieć świadomość, że ubezpieczyciel żyje z różnicy pomiędzy wpłaconymi składkami, a wypłaconymi odszkodowaniami. Stąd właśnie bierze się socjotechniczna zagrywka z przelewem kwoty bezspornej odszkodowania na konto ubezpieczonego zaraz po wstępnej wycenie. Nie mam co prawda danych statystycznych, ale śmiem twierdzić, że połowa drobnych szkód kończy się na tym etapie. Kto będzie miał siły i czas, aby o kilkaset złotych walczyć w sądzie?

Również (na szczęście tylko niektóre) serwisy nie są bez winy. Z jednej strony zapewniają, że wszystko zostanie załatwione bez udziału klienta, a z drugiej dają do podpisu zobowiązanie, że to klient zapłaci ewentualną różnicę pomiędzy fakturą zakładu naprawczego, a kwotą uznaną przez ubezpieczyciela. Później o wiele łatwiej jest wyegzekwować pieniądze od zwykłego Kowalskiego, niż od ubezpieczyciela, „zapominając” o wcześniejszych zapewnieniach.

Z trzeciej strony ciągle pokutuje przekonanie, że za odszkodowanie od ubezpieczyciela można oprócz zleconej naprawy wykonać dodatkowo remontu silnika i zostanie jeszcze na zatankowanie samochodu. Zapewniam, że te czasy dawno już minęły i wszędzie obowiązuje już od dawna rachunek ekonomiczny – również w towarzystwach ubezpieczeniowych.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich zdarzeń losowych i dlatego właśnie ubezpieczenie ma sens. Gdybyśmy wiedzieli, że przez najbliższe 10 lat nie będziemy uczestnikiem żadnego wypadku, a później zdarzy nam się „przygoda” za 2.000 zł wystarczyłoby co roku odkładać 200 zł (nie licząc zarobku z odsetek) – takich składek nie ma na rynku! A jeśli ta „przygoda” spotka nas po 10 miesiącach – no właśnie …

Wszyscy boimy się utraty zniżek w razie wypadku, ale zawsze powinniśmy kwotę utraconych zniżek porównać z fakturą za naprawę. Jeśli już się ubezpieczamy, to korzystajmy z tej ochrony.  Natomiast jeśli chodzi o zagadnienia techniczne i formalne – zostawmy to profesjonalistom. Każdy szanujący się zakład naprawczy poprowadzi proces likwidacji szkody bez Państwa udziału.

Na koniec kilka argumentów przemawiającymi za naprawą w serwisach niezależnych:

  1. generalnie niższe ceny robocizny, co przekłada się na ewentualną mniejszą podwyżkę stawki w kolejnym roku. Ubezpieczyciela oprócz ilości szkód interesują także kwoty wypłaconych odszkodowań
  2. jakość napraw – jest taka sama jak serwisów dealerskich. Wszyscy korzystają z tych samych technologii. Mało tego, część serwisów autoryzowanych korzysta z serwisów niezależnych jako podwykonawców. Płacimy wyższą kwotę jedynie za logo i uśmiech recepcjonistki
  3. czas napraw – brak korporacyjnych procedur i złożonych struktur upraszcza proces decyzyjny. Naprawa stłuczki zajmuje dwa dni, a nie dwa tygodnie
  4. gwarancja – również dobre serwisy niezależne jej udzielają
  5. podejście do klienta – np. Porsche renomę wypracowało już dawno, serwis niezależny jest dopiero na początku tej drogi. Nic nie buduje wizerunku lepiej niż zadowolony klient, dlatego serwisy niezależne są bardziej elastyczne i chętniej służą wszelką radą i pomocą